wtorek, 9 kwietnia 2013

Korea Północna zrywa układy o nieagresji z Koreą Południową


W lutym Korea Północna przeprowadziła trzecią w historii próbę nuklearną. W odpowiedzi Rada Bezpieczeństwa ONZ przegłosowała 7 marca zaostrzenie sankcji finansowych dla Pjongjangu. Ponadto zapewniła, że będzie przeciwdziałać importowi przez Koreę Płn. towarów objętych restrykcjami, w szczególności tych, które mogą posłużyć do wyprodukowania broni atomowej i rakiet.
Rada Bezpieczeństwa podjęła decyzję jednomyślnie po trzech tygodniach negocjacji. Co znamienne, rezolucja ta została zaakceptowany przez Chiny, które są głównym sojusznikiem Phenianiu. Jak pokazują ostatnie miesiące, Chiny, które do tej pory występowały raczej w roli obrońcy reżimu północnokoreańskiego teraz są bezradne. Wydaje się, że mają dość działań swojego sąsiada. Władze Chin surowo skrytykowały przeprowadzenie trzeciej próby jądrowej. Mogą sobie pozwolić na takie oświadczenia, gdyż reżim Korei Północnej jest uzależniony od ich regularnych dostaw pomocy. Krytykę działań Kim Dzong Una można również uznać za wyraz niechęci wobec atomowych planów Korei Północnej, biorąc zwłaszcza pod uwagę to, ż Kim Dzong Un wydaje się być ostrzejszym graczem niż jego ojciec.
Świat był całkowicie zaskoczony zerwaniem przez dyktatora z Północy wszelkich układów o nieagresji z Koreą Południową. Telewizja północnokoreańska oświadczyła, że jest to odpowiedź na nałożenie przez ONZ sankcji. Dodatkowo zablokowana została gorąca linia pomiędzy Seulem a Pjongjang, a także zamknięto przejście w strefie zdemilitaryzowanej w Panmundżom.
Za oficjalny powód zerwania układów o nieagresji podano planowane rozpoczęcie wspólnych manewrów wojskowych Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Rozpoczętym już manewrom nadano kryptonim ,,Kluczowa decyzja”. Korea Północna oczywiście wybrała sobie błahy powód, gdyż podobne manewry odbywają się co roku i są z góry zaplanowane. Amerykanie oświadczyli wcześniej, że ćwiczenia wojskowe nie mają żadnego związku z obecną sytuacją w regionie.
Czy należy obawiać się wybuchu wojny na Półwyspie Koreańskim? Powołując się na znanego polskiego badacza spraw koreańskich Waldemara Dziaka, można śmiało odpowiedzieć, że nie. Twierdzi on, iż broń oraz sprzęt wojskowy, którym dysponuje reżim północnokoreański są przestarzałe. Uważa również, że uderzenie bronią jądrową w któregoś z sąsiadów byłoby pozbawione sensu. Nie przynosząc żadnych efektów, mogłoby się tylko przyczynić do ataku na północnokoreańską dyktaturę. 
 Podobne stanowisko co Waldemar Dziak zajmuje Nicolas Levi, doktor nauk humanistycznych i analityk ds. Korei w think tanku Centrum Studiów Polska Azja. Uważa on, że światu nie zagraża otwarty konflikt, ponieważ Korea Północna nie jest pewna, że takie starcie mogłaby wygrać. Dodaje, że wojna może przyczynić się do upadków reżimu Kimów, co w konsekwencji doprowadziłoby do chaosu społecznego i politycznego. Czynnikiem, który najmocniej podważa możliwość wybuchu otwartej wojny jest zdaniem Leviego ogromna przewaga technologiczna Korei Południowej.
Dlaczego w takim razie Kim Dzong Un zajmuje tak ostre stanowisko i zrywa układ o nieagresji? Należałoby w tym miejscu zastanowić się nad charakterem narodowym Koreańczyków. Im bardziej naród koreański jest zmuszany do czegoś tym większy stawia opór. Należy zatem rozumieć, że dyktatura traktuje nakładane na nią przez ONZ sankcje jako pogwałcenie swojej wolności i zmuszanie do uległości wobec postanowień społeczności międzynarodowej. Stawiany jest zatem opór poprzez zerwanie układów o nieagresji. Można także nadmienić, że w oczach elity z Północy zerwanie tych układów było równoznaczne z zakończeniem obowiązywania wszelkich zobowiązań prawnych pomiędzy Koreą Płn. i Koreą Płd.
Oczywiście kwestii prestiżu też nie można odsuwać na bok. Dyktatura musi co jakiś czas przypominać o sobie w sposób, którym rozbudzi na świecie strach. Samo użycie broni nuklearnej w stosunku do sąsiadów jest jednak niezwykle mało prawdopodobne. Przede wszystkim nie opłacałoby się i nie przyniosłoby żadnych korzyści. Same próby jądrowe prawdopodobnie będą powtarzane w następnych latach, gdyż służą rozwijaniu potencjału nuklearnego. Zapewne za każdym razem będą potępiane i niewykluczone, że świat w następnych latach będzie świadkiem kolejnych sankcji nakładanych przez ONZ.
Sam Kim Dzong Un z dużym stopniem prawdopodobieństwa będzie rozwijał potencjał nuklearny, testował pociski balistyczne i przeprowadzi kolejne próby jądrowe, gdyż jest o to niezbędne dla rozwoju potencjału nuklearnego Korei Północnej. Można też powiedzieć, że przeprowadzanie kolejnych testów jądrowych będzie potrzebne reżimowi Kim Dzong Una w celu legitymizacji jego władzy. Utrzymywanie świata w strachu jest niezbędnym działaniem, aby reżim przetrwał w obecnej sytuacji międzynarodowej.
 W ostatnim czasie można było natknąć się na opinie, że obecna agresywna polityka Kim Dzong Una jest wynikiem sporu pomiędzy północnokoreańską władzą a wojskiem. Można przyjąć, że w celu utrzymania takiego reżimu jak w Korei Północnej potrzebna jest zgoda i całkowite wzajemne zaufanie wojska i polityków. Patrząc z punktu widzenia obronności tego kraju nie może dojść do sytuacji, w której obie strony nie będą ze sobą współpracować, ponieważ zagrażałoby to upadkiem reżimu. 
Pogłoski o rzekomych tarciach na linii władza-wojsko pojawiły się w związku z wypowiedzią jednego z uchodźców północnokoreańskich, który twierdził, że w zeszłym roku dokonano próby zamachu na dyktatora, co w konsekwencji doprowadziło do czystek w wojsku. Nie można jednak powiedzieć, że Korea Północna w pełni zerwała wszystkie stosunki z sąsiadem. Kim Dzong Un zerwał układy o nieagresji ale już np. w kwestii stosunków gospodarczych sprawa przedstawia się w innym świetle. W mieście Keasong, będącym dużym ośrodkiem gospodarczym funkcjonuje 300 firm południowokoreańskich, które zatrudniają ogromną rzeszę mieszkańców z północy*.
Ponadto na rynek tego państwa są wprowadzane nowe produkty, organizowane są szkolenia dla młodych obywateli Korei Północnej (chosonexchange.org), Chiny zapewniają dostęp do energii elektrycznej w wielu regionach tego kraju, a cudzoziemcy odwiedzający Koreę Północną mają dostęp do Internetu.
Generalnie obraz Korei Północnej na przestrzeni ostatnich 10 lat bardzo się zmienił. Północ stopniowo otwiera się na świat. Mimo tego jednak, że na tej otwartości mogłoby skorzystać społeczeństwo, reszcie świata wysyłane są sprzeczne komunikaty. Z jednej strony, pomimo powolnych zmian gospodarczych, Korea Płn. wykazuje pewną otwartość dla współczesnego świata. Z drugiej- niespodziewanie zrywa układy o nieagresji.
Można założyć, że przyczyną takiego prowadzenia polityki są konflikty wewnętrzne, o których nic nie wiemy. Wojskowi chcą wojny, a partia dąży do tego aby reżim był stabilny. Tak więc prawdopodobna jest sytuacja, w której to wojsko przeciwstawia się partii i dąży do konfliktu.
Czego można się spodziewać w najbliższym czasie? 15 i 25 kwietnia tego roku to dwa ważne święta narodowe w Korei Północnej. Sądzę, że dojdzie do kolejnych demonstracji siły dyktatury. 15 kwietnia obchodzone będzie święto 101 rocznicy urodzin Kim Ir Sena a 25 kwietnia 81 rocznica ustanowienia Koreańskiej Armii Ludowej. Można się spodziewać, że Kim Dzong Un będzie chciał uczcić oba wydarzenia na swój sposób.

Kamil Sikora
Stosunki Międzynarodowe

* Tekst przedstawia stan sytuacji na Półwyspie Koreańskim z 17 marca 2013. 8 kwietnia władze Korei Północnej zawiesiły funkcjonowanie Parku Przemysłowego Kaesong. (red.)

Wykorzystane strony:
http://chosonexchange.org/
http://nicolaslevi.wordpress.com./

poniedziałek, 25 marca 2013


Dzieci - żołnierze

Omawiając problem młodocianych rekrutów należy zacząć o definicji „dziecka- żołnierza”. Podążając za kryterium przyjętym przez UNICEF dziećmi- żołnierzami mianuje się „każdą osoba poniżej 18 roku życia będącą dobrowolnie lub przymusowo, bezpośrednio lub pośrednio członkiem sił zbrojnych lub innych uzbrojonych grup. Udział oznacza walkę, pełnienie funkcji wartowniczych, gotowanie, szpiegostwo a nawet prostytucję.” Szacuje się, że w ponad 30 krajach w walkach uczestniczy obecnie więcej niż 300 tys. dzieci. Większość dziecięcych wojen toczy w krajach należących do tzw. globalnego Południa. 
Wysoki odsetek dzieci jest wcielany do armii siłą, jednak część z nich przystępuje do niej dobrowolnie  Niepełnoletni stanowią łatwe narzędzie w konflikcie zbrojnym, ponieważ są posłuszni a w razie ich śmierci można bez problemu „wymienić” ich na następnych. Często odurzeni narkotykami i poddawani indoktrynacji nie zdają sobie sprawy ze swoich działań.  W cyniczny sposób wykorzystywani są jako „mięso armatnie” lub też tarcza mająca chronić dorosłą część armii ( wykorzystując tutaj sumienie przeciwnika oraz naturalny opór przed strzelaniem do dziecka). Nieletni żołnierze są dodatkowo relatywnie tani w utrzymaniu. Grupy militarne werbują do swoich szeregów zarówno chłopców jak i dziewczynki, jednak te drugie choć często wykonują „lżejsze” prace są dodatkowo narażone na wykorzystywanie seksualne przez pozostałych żołnierzy. Dzieci są często porywane z domów lub podczas wykonywania zwykłych, dziennych czynności. Dlaczego jednak niektóre z nich same decydują się na przyłączenie do działań wojennych? Jak wskazuje artykuł Young Soldiers: Why They Choose to Fight decyduje o tym m.in. zaakceptowanie wojny jako naturalnego tła dla życia codziennego, przystosowanie się do życia w środowisku pełnym przemocy czy zmiany dotychczasowych warunków bytowych a tym samym wymogu zaadaptowania się do aktualnej sytuacji. Podczas trwania konfliktu zbrojnego zwiększa się poziom ubóstwa panujący w kraju. Implikuje to często zaangażowanie dzieci w działania wojenne- podczas gdy rodzina nie posiada żadnych dochodów a liczba osób w rodzinie jest relatywnie wysoka przystąpienie do armii staje się dla nich źródłem dochodu. 
Wojna wpływa także negatywnie na sektor edukacyjny. W sytuacji kiedy system szkolnictwa jest niewydolny lub też całkowicie upada zanika możliwość edukacji oraz znalezienia pracy, która zapewniałaby przychód. Z drugiej strony placówki szkolne pełnią niekiedy rolę platformy indoktrynacji oraz miejsca rekrutacji nowych członków do grup militarnych. Spory wpływ na dzieci ma także środowisko rodzinne w którym dorastają. Jeżeli jest ono zaangażowane w akcje militarne istnieje szansa, że dla dziecka taka droga stanie się naturalnym wyborem. Ważne okazują się również osobiste przekonania polityczne- część młodocianych decyduje się na udział w wojnie z powodów ideologicznych. Niebezpiecznym wydaje się być okres przejściowy pomiędzy wiekiem dziecięcym a dorosłością. W tym okresie młodzi próbując często określić swoją przynależność lub przechodzą okres buntu. Przystąpienie do armii zdaje się być dla nich ukonstytuowaniem swojej tożsamości. Ostatnim wspomnianym czynnikiem jest kultura i tradycja danego kraju. Kiedy okresowe aberracje takie jak wojna stają się elementem codzienności i wchodzą w skład jedynego kontekstu kulturowego znanego jednostce socjalizowanej wówczas udział w takich działaniach może okazać się dla niej oczywistością.


Społeczność międzynarodowa próbuje zapobiec zjawisku dzieci-żołnierzy poprzez wprowadzanie aktów prawnych czy też tworzenia organizacji mających na celu wspieranie prawidłowego rozwoju młodocianych i polepszania warunków w jakich funkcjonują. Organizacją, która powstała w celu ochrony praw dziecka jest wspomniany już wcześniej UNICEF. Powstał z ramienia ONZ w 1946 roku z inicjatywy Ludwika Rajchmana. W 1989 została przyjęta Konwencja o Prawach Dziecka. W 2000 roku dodano do niej Protokół Fakultatywny w sprawie udziału dzieci w konfliktach zbrojnych. Dwa lata wcześniej powstała również Koalicja Na Rzecz Zaprzestania Wykorzystywania Dzieci w Konfliktach Zbrojnych. Powołało ją sześć pozarządowych organizacji międzynarodowych zajmujących się ochroną praw człowieka( m.in. Amnesty International i Human Right Watch). 

 Kolejnym narzędziem wykorzystywanym do walki z udziałem dzieci w działaniach wojennych są media. Zarówno organizacje rządowe jak i NGO’sy chętnie angażują się w kampanie mające na celu zwrócenie uwagi na skalę tego zjawiska. Przykładem może być kampania „Kony 2012” nawołująca do zatrzymania Josepha Konego, zbrodniarza wojennego oraz dowódcy Lord’s Resistance Army- armii rebelianckiej działającej na północy Ugandy od 1985 roku i wykorzystującej do działań wojennych głównie dzieci. Pomimo podjętych starań trudno jednak ocenić skuteczność takich działań w perspektywie długoterminowej.


Alicja Szwarczyńska
Etnologia

niedziela, 10 marca 2013

Korea Północna- strategia przetrwania reżimu


Końcówka ubiegłego roku obfitowała w doniesienia na temat Korei Północnej. W ciągu całego roku dowiadujemy się z mediów o różnego rodzaju groźbach, czy pracach nad udoskonalaniem jej programu nuklearnego, ale zwykle dopiero pod jego koniec intensywność działań podejmowanych przez totalitarny reżim znacznie się zwiększa. Dlaczego?

W większości krajów na świecie pod koniec roku przygotowuje się zazwyczaj projekty budżetów na rok przyszły. Nie inaczej jest w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Korea Północna wykorzystała ten fakt prowadząc różnego rodzaju działania, aby przypadkiem nie została pominięta przy rozdzielaniu środków z puli przeznaczonej na pomoc żywnościową.

Parada wojskowa w Pyongyang
Żródło: www.fakty.interia.pl

W 2012 r. reżim zaczął działać już w listopadzie. Najpierw ambasador Korei Północnej przy ONZ oświadczył, że ,, wojna z Południem może wybuchnąć w każdej chwili”, natomiast pod koniec miesiąca władze północnokoreańskie zapowiedziały, że w grudniu wyniosą na orbitę okołoziemską satelitę przy pomocy techniki rakietowej. Specjaliści od razu wysunęli tezę, że ,, rakieta nośna satelity Kwangmyongsong to w istocie pocisk balistyczny dalekiego zasięgu, a wystrzelenie to zakamuflowana próba technologii rakiet balistycznych”.

Działania te nie są przypadkowe. Wszystko to dzieję się w celu zapewnienia reżimowi przetrwania. Jeżeli dodamy do tego informację, że USA zawiesiły w marcu 2012 roku plany żywnościowe dla Korei Północnej to sytuacja staję się bardziej przejrzysta, a działania reżimu komunistycznego bardziej zrozumiałe. Władze północnokoreańskie używają groźby wybuchu wojny, aby uzyskiwać korzyści w różnej postaci: od żywności po surowce energetyczne. Groźba wybuchu wojny wydaję się być na chwilę obecną nierealna, aczkolwiek nie można jej zupełnie wykluczyć. Dlatego społeczność międzynarodowa woli spełniać żądania reżimu, gdyż obawia się możliwości wejścia w spór militarny z państwem, które posiada piątą co do wielkości armię na świecie (liczącą 1,1 miliona żołnierzy w służbie czynnej i prawie 6 milionów rezerwistów). Konieczne jest jednak zachowanie ostrożności.

O tym, że końcówka roku to czas dla reżimu niezwykle istotny mogą świadczyć podane wydarzenia:

  1. listopad 2012- wiceminister spraw zagranicznych KRL-D na forum ONZ grozi wybuchem wojny z Koreą Południową;
  2. listopad 2012- północnokoreańska artyleria ostrzeliwuje należącą do Korei Płd. wyspę Yeonpyeong na Morzu Żółtym;
  3. grudzień 2012- wystrzelenie na orbitę okołoziemska satelity przy użyciu technologii rakiet balistycznych;
  4. listopad 2003- zawieszenie układu KEDO (The Korean Peninsula Energy Developement Organization), po tym jak Korea Północna zagroziła konfliktem, jeśli nie otrzyma pomocy gospodarczej i nie zostanie skreślona z listy państw wspierających terroryzm;
  5. grudzień 2002- Pjongjang oświadcza, że zamierza reaktywować swoje programy jądrowe, rzekomo zamrożone od czasu podpisania umowy z 1994 roku;
Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un
Źródło: www.guardian.co.uk

Wszystkie przytoczone wyżej fakty pochodzące z różnych lat łączą dwie wspólne cechy: wydarzyły się pod koniec roku i były bardziej nacechowane groźbą wystąpienia konfliktu zbrojnego. Cel był oczywiście jeden- utrzymanie reżimu. Jak dotąd taka forma polityki zagranicznej Korei Północnej odnosiła swój zamierzony cel.

W tym miejscu należy zadać sobie pytanie dlaczego w obliczu łamania prawa międzynarodowego, w tym praw człowieka, społeczność międzynarodowa uzupełnia zapasy żywnościowe Korei Północnej?
Przede wszystkim liczy się interes bezpieczeństwa najbliższych sąsiadów Korei Północnej. Wieloletnie prace nad programem nuklearnym przyniosły efekt w postaci zgromadzenia przez totalitarny reżim dużej ilości plutonu (dokładna ilość nie jest znana z powodu braku wiarygodnych danych). W przypadku nieudzielania pomocy żywnościowej istnieje obawa, że Korea Północna może sprzedawać pluton organizacjom terrorystycznym i w ten sposób zapewnić przetrwanie reżimu.

Kolejnym argumentem jest stanowisko Korei Południowej, której przedstawiciele bardzo ostrożnie wypowiadają się na temat ewentualnego zjednoczenia półwyspu. Znając przykład Niemiec wiedzą, że musieli by dokonać ogromnych inwestycji w celu przystosowaniu ponad 22 milionowej Korei Płn. do realiów współczesnego świata. Tak samo jak RFN poniosła duże koszta w zakresie wyrównywania poziomu życia na terenie byłego NRD, tak samo Korea Południowa musiała by przystosować Koreę Północną, co hamuje jednoznaczne zapędy w chęci zjednoczenia.

Korea Południowa ma nowego prezydenta. Jest nią Park Geun-hye. Już pierwszego dnia po wyborach zajęła stanowisko w sprawie sąsiada z północy- “Wystrzelenie przez Koreę Północną rakiety dalekiego zasięgu świadczy o powadze sytuacji odnośnie bezpieczeństwa. Ludzie oczekują ode mnie rozsądku w tej sprawie. Dotrzymam obietnicy otwarcia nowej ery na Półwyspie Koreańskim, ery odznaczającej się bezpieczeństwem i dyplomacją prowadzoną w oparciu o zaufanie”. Tak więc można się spodziewać, że polityka południowokoreańska z nowym prezydentem będzie tak sama jak wcześniej. 

Prezydent Korei Południowej Park Geun-hye
Źródło: www.voanews.com

Pomimo tego, że nowa prezydent Korei Południowej powiedziała o ,, otwarciu nowej ery” to chwilę później dodała, że ma ona się cechować ,,bezpieczeństwem i dyplomacją”. Kontynuacja dalszej ostrożnej i mało inwazyjnej polityki Południa wobec Północy jest więc bardzo prawdopodobna.

Kamil Sikora
Stosunki Międzynarodowe

Wykorzystane strony:

http://pl.euronews.com/2012/12/20/korea-poludniowa-dzien-po-zwyciestwie-park-geun-hye/

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Federacja Rosyjska ma nowy budżet


29 listopada Rada Federacji przyjęła ustawę o budżecie federalnym na rok 2013 i lata 2014–2015. Nowy budżet opiera się na 12 dekretach Prezydenta FR Władimira Putina z maja tego roku oraz analizie i zaleceniach Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego. Przewidziany jest wzrost gospodarczy o 3,7% , deficyt na poziomie 0,8% PKB oraz inflacja równa 5,5%. 

Zgodnie z prowadzoną od kilku lat polityką Kremla wzrosną wydatki na wojsko, bezpieczeństwo wewnętrzne oraz ochronę porządku prawnego do poziomu 31% całości wydatków budżetowych. Jest to konsekwencja wieloletnich planów modernizacji rosyjskiej armii, która ma pochłonąć w następnych trzech latach 103 mld USD. Ponadto 30% (132 mld USD) nowo zatwierdzonego planu finansowego Federacji poświęcone będzie wydatkom socjalnym. Prawie 79% tej kwoty zasili deficytowy Fundusz Emerytalny. W przyszłym roku spadną wydatki na służbę zdrowia  i edukację, a od dawna zapowiadaną podwyżką płac w sektorach publicznych obciążono władze regionalne.

Nowy plan budżetowy, mimo zapowiedzi władz, nie zmniejsza uzależnienia gospodarki rosyjskiej od sektora energetycznego. W dalszym ciągu jego udział w dochodach budżetowych wynosi ponad 40% - w roku 2013 będzie to 46%, czyli 197 mld USD. Warto dodać, że wzrosło również zadłużenie Federacji Rosyjskiej do 596 mld USD i przekroczyło w tym roku posiadane rezerwy walutowo-złotowe o prawie 68 mld USD. Innym negatywnym zjawiskiem, które będzie miało miejsce w przyszłym roku, jest podwyżka opłat za energię elektryczną  o ok. 10% i energię cieplną o ok.12%.

Wszystkie te dane wskazują na to, że prezydentowi wraz z rządem udało się przeforsować i uchwalić populistyczny i z ekonomicznego punktu widzenia- naciągany plan finansowy na najbliższe lata. Ma to niewątpliwie związek ze słabnącą popularnością Władimira Putina  i identyfikowanych z nim elit polityczno-finansowych. Ostatnie wydarzenia, związane z problemami zdrowotnymi prezydenta, zmuszają kremlowskich politechnologów do zmiany utartego od lat wizerunku Putina jako supersprawnego macho     w nie w pełni już sił fizycznych mędrca - ojca narodu. Sprawność była dotychczas ważnym atutem politycznym i psychologicznym Władimira Władimirowicza, który pozwalał mu na kreowanie siebie jako silnego i zdecydowanego przywódcę. To właśnie jego dekrety z maja tego roku zakładały najwięcej prosocjalnych rozwiązań, takich jak podniesienie wydatków na płace, emerytury, edukację i kulturę. Cele te były zgoła przeciwne do zaleceń Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego, które kładły nacisk na innowacyjność, konkurencyjność i równowagę gospodarki.

Na sytuację gospodarczą Federacji Rosyjskiej, ze względu na silne uzależnienie od sektora gazowo-naftowego, duży wpływ będzie miała koniunktura na rynkach zewnętrznych, a w szczególności na europejskim rynku energetycznym. Na początku listopada jeden z najważniejszych partnerów gospodarczych Rosji na tym kontynencie - Ukraina, zaczął prowadzić otwartą politykę dywersyfikacji dostaw gazu. 6 listopada premier Mykoła Azarow przyznał, że Kijów na mocy porozumienia z maja br. rozpoczął współpracę z traderem niemieckiej firmy RWE, która od początku zeszłego miesiąca dostarcza gaz na ukraiński rynek. Zwiększa się również konkurencja na tamtejszym rynku dystrybucji paliw. Azerski koncern narodowy SOCAR w 2011 r. oddał do użytku 40 nowych stacji paliwowych, co do końca tamtego roku daje łącznie 57 punktów dystrybucyjnych. Oznacza to coraz większe zagrożenie dla hegemonii rosyjskich firm działających w sektorze paliwowym na Ukrainie. W ostatnim czasie również Polska, największy odbiorca rosyjskiego gazu w Europie Środkowo- Wschodniej, stara się o dywersyfikację dostaw nośników energii. Także  i w tym przypadku ważną rolę odgrywa dostawca z Azerbejdżanu oraz Ukraina jako potencjalny pośrednik.

Poza tym, na rosyjską gospodarkę niekorzystnie wpłyną uregulowania przyjmowane przez amerykańską legislatywę. Jednym z nich jest zakaz współpracy z Rosoboroneksportem, który zajmuje się sprzedażą rosyjskiego uzbrojenia na rynkach zagranicznych. Oficjalnym powodem takiej decyzji jest dostarczanie broni syryjskim siłom rządowym. Innym przykładem antyrosyjskiego prawodawstwa jest ustawa uchwalona przez Senat   6 grudnia. Nakłada ona sankcje wizowe i ekonomiczne na rosyjskich urzędników państwowych odpowiedzialnych za łamanie praw człowieka, w tym zamieszanych w sprawę śmierci w areszcie rosyjskiego prawnika Sergieja Magnitskiego.

Przerwanie współpracy z Rosoboronoeksportem nie jest jedynym ciosem, który spadł na rosyjski przemysł wojskowy w ostatnim czasie. Niedawno Rosjanie przegrali przetarg o wartości ponad 800 mln USD na dostawy 15 ciężkich śmigłowców dla Indii. Pod koniec zeszłego roku ponieśli klęskę w przetargu na dostawę 22 śmigłowców bojowych do tego kraju o łącznej wartości 1,4 mld USD. Na domiar złego w obu konkursach górą byli dostawcy ze Stanów Zjednoczonych. Również skandale korupcyjne miotające Ministerstwem Obrony nie wpływają dobrze na wizerunek państwa oraz jego kondycję finansową. Po wykryciu nadużyć finansowych w holdingu Oboronserwis został zdymisjonowany cywilny minister obrony FR Anatolij Serdiukow, a w jego miejsce powołano generała armii Sergieja Szojgu. Dowodzi to, że przeznaczenie 31% wydatków państwa na sektor związany z siłami zbrojnymi może nie przynieść pożądanych efektów w postaci zmodernizowanej i nowoczesnej armii, ponieważ część środków zostanie najprawdopodobniej w różny sposób zdefraudowana i nie będzie wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem.

Motorem rosyjskiej gospodarki w przyszłym roku może okazać się budowa dodatkowych nitek gazociągu Nord Stream oraz całości South Stream. Pomimo odmowy estońskich władz na przeprowadzenie kolejnej części „Północnego Potoku” przez jej morską strefę ekonomiczną projekt osiągnął swój strategiczny cel. Było nim pominięcie krajów Europy Środkowo-Wschodniej w tranzycie gazu do Europy Środkowej i Zachodniej co daje ważnych argument i środek politycznego nacisku na takie kraje jak Ukraina, Białoruś i Polska. „Południowy Potok” ma podobne zadanie co jego północny odpowiednik. Dodatkowo rozszerza rynek zbytu rosyjskiego gazu o państwa Europy Południowej, a w szczególności o Bałkany. Oba te przedsięwzięcia wiążą się z przewidywaniami strony rosyjskiej, że niebawem nastanie „złoty wiek gazu”. Pozwala to wierzyć, że pomimo obecnego spadku cen błękitnego paliwa światowe ceny wzrosną w przyszłości o 50%. Wiążą się z tym określone działania podejmowane przez rosyjskiego monopolistę w tej dziedzinie, czyli Gazprom. Firma ta w październiku br. zdecydowała o zwiększeniu programu inwestycyjnego przewidzianego na ten rok o ponad 6 mld USD, co daje łącznie ok. 31 mld USD. Większość tej sumy zostanie przeznaczona na zagospodarowanie nowych złóż kondensatu ropy i gazu. Zdecydowanie działanie to będzie miało duży wpływ na kondycję gospodarczą Federacji Rosyjskiej, a europejska  i światowa ekspansja wschodniego giganta stanie się kluczowym priorytetem polityki zagranicznej władz.

Mateusz Garbaciak

Stosunki Międzynarodowe II rok
Wschodoznawstwo I rok

Źródła:

Stan na 08.12.2012 r.

środa, 28 listopada 2012

Relacja z Ogólnopolskiej Konferencji Kół Naukowych Nowej Politologii


W ubiegły weekend tj. 10 -11 listopada odbyła się I. Ogólnopolską Konferencję Kół Naukowych w Szczyrku, zorganizowana przez portal Nowa Politologia. W konferencji wzięły udział koła naukowe z Warszawy, Lublina, Katowic, Łodzi, Krakowa a także Olsztyna. Podczas konferencji uczestnicy dyskutowali z wybitnymi ekspertami:
prof. Bohdanem Szklarskim z Ośrodka Studiów Amerykańskich, Agatą Gostyńską z PISM-u, dr. Rafałem Matyją z wyższej Szkoły im. ks. J. Tischnera oraz dr. Tomaszem Słupikiem z Uniwersytetu Śląskiego,
nad  ważnymi i aktualnymi zagadnieniami dotyczącymi zarówno polityki międzynarodowej: wyborów w USA, kryzysu prawno-instytucjonalnego UE, a także mediów i polityki oraz istoty demokracji. Celem konferencji była również integracja środowisk kół naukowych oraz wypracowanie wspólnych projektów.
Dyskusje panelowe toczyły sie w ramach tzw. round tables , w których przedstawiciele kół naukowych (max.3 osoby) dyskutowali z danym ekspertem, który był jednocześnie moderatorem panelu. Niemniej jednak wszyscy uczestnicy konferencji brali aktywny aktywny udział w każdym z paneli.
Konferencję otworzył uroczyście dr Marek Migalski, patron honorowy projektu, słowami, że w takich konferencjach widzi szansę dla polskiej politologii.
Następnie dr Tomasz Słupik (Uniwersytet Śląski) podczas warsztatów,wspólnie z uczestnikami konferencji zastanawiał się nad kondycją współczesnej demokracji, odwołując się do Toqueville’owskiego pojęcia „tyranii większości” i „łagodnego despotyzmu”. W słowie wstępnym dr Słupik podkreślił, że Toqueville’a przerażały dwa zjawiska w demokracji: zarówno tyrania większości, która raziła go jako arystokratę, przyzwyczajonego do poważnych debat, uciekającego od zgiełku codzienności, a z drugiej strony łagodny despotyzm: rozdmuchiwanie instytucji państwa do niebotycznych rozmiarów (co miał okazję obserwować we Francji w 1848r.).
Według Toquevilla prawo do wszechwładzy ma jedynie bóg, natomiast wszechwładne prawo nadane ludowi, a  także królom jest niebezpieczne.
W swoich rozważaniach nad demokracją, zastanawiał się nad pojęciem równości, ale w rozumieniu równości wobec siebie a nie tylko równości liberalnej,  ekonomicznej i politycznej. W USA zetknął się ze zjawiskiem, kompletnie dotychczas nieznanym we Francji: czyli unikaniem konfrontacji, rytualnej wymiany poglądów itp. Dlatego też określił społeczeństwo amerykańskie jako skrajnie zuniformizowane, w którym nie dyskutuje się o kwestiach pluralizmu kulturowego, relatywizmu, wolności itp. Zdaniem Toquevilla źródła takiego zachowania tkwią w braku przeszłości historycznej Ameryki.
„Jesteśmy zamknięciu w złotej klatce, którą stworzyliśmy sobie sami. Odpowiedzialne za to jest nominalnie rozumiana równość z jednej strony, a z drugiej rozrastający się do granic możliwości rząd, władza”. A tym łagodnym despotą  jesteśmy my- jako demos.
Pierwszy panel: „Przyszłość Unii Europejskiej w aspekcie prawno-instytucjonalnym”, prowadzony był przez Agatę Gostyńską- analityka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Jako współprelegenci wzięli w nim udział Magdalena Brodawka (Koło Naukowe Prawa Europejskiego UW), Anna Archacka (Koło Naukowe Ochrony Konsumencji i Konsumenta UW) oraz Sebastian Wijas (Zespół Prawa Międzynarodowego Ius Gentium UW).
Ekspertka rozpoczęła panel od krótkiego wprowadzenia w temat i zasygnalizowania najważniejszych zagadnień związanych z kryzysem prawno-instytucjonalnym UE.
„Kryzys zadłużenia publicznego- potocznie nazywany kryzysem euro strefy trwa od 2010r.- obnażył słabości w funkcjonowaniu Unii, ale z drugiej strony wskazał i nadal wskazuje kierunki rozwoju UE”.
Kryzys ujawnił zwłaszcza nierówności pomiędzy dwoma filarami, które budują unię Gospodarczo i Walutową. Tak, jak Unia posiada wyłączne kompetencje w zakresie polityki państw posługujących się wspólną walutą, tak w przypadku polityk gospodarczych, Unia je wyłącznie koordynuje, co generuje ogromne dysproporcje.  Kryzys ujawni, iż cała gama instrumentów, jakie zostały zastosowane dla jego zażegnania są niewystarczające np. Pakt Fiskalny podpisany został 2 marca 2012r. przez 25 państw członkowskich, bez Wielkiej Brytanii oraz Czech, ma na celu wzmocnienie dyscypliny budżetowej ale poza ramami traktatowymi. Ponadto wersja, w jakiej go przyjęto,  jest wersją (de facto szóstą), która mocno ewaluowała w kierunku rozmiękczenia tej dyscypliny.
Z drugiej strony te wszystkie wydarzenia, majce związek z kryzysem, są przełomowe. Wcześniej nie pojawiały się kwestie finalizacji Unii Gospodarczej i Walutowej. Nikt nie wyobrażał sobie tak znacznego wzmocnienia kompetencji Komisji Europejskiej, jak to ma dzisiaj miejsce.
Instrumenty służące zwalczaniu kryzysu generują pytania o zgodność z prawem unijnym np. w przypadku Paktu Fiskalnego (wynik Trybunału w Karlsruhe), a także pytania o konieczność fundamentalnej zmiany traktatu oraz o możliwość współpracy poza ramami traktatowymi. Ponadto w dobie kryzysu pojawiał się kwestia utrzymania integralności państw strefy euro.
Współprelegenci odnieśli się do kwestii kryzysu, który obnażył idee federalistów i postawił pytanie,  co dalej z unia polityczną, która jest mimo wszystko ściśle skorelowana z unia gospodarczą? Czy jest szansa na jej budowę? Czy wobec problemów strefy euro, sformułowane zostaną nowe kryteria. Ponadto podniesiony został aspekt kryzysu w kontekście społecznym- podejścia obywateli państw członkowskich wydarzeń mających obecnie miejsce w Unii. Patrząc na przykład Grecji, widzimy, że jego społeczeństwo obecne działania UE nie traktuje jako pomocy, ale jako pozbawianie ich kraju suwerenności.
Pod koniec pierwszego dnia konferencji przedstawiciele kół naukowych wraz z redakcją portalu Nowa Politologia wspólnie zastanawiali się nad możliwościami współpracy oraz wspólnie realizowanymi projektami.
Drugi dzień konferencji otwierał panel prof. dr hab. Bohdana Szklarskiego (z Ośrodka Studiów Amerykańskich UW), w którym  jako współprelegenci wzięli udział: Andrzej Kozłowski (Koło Naukowe Amerykanistów i Mediów UŁ), Marek Gozdera (Koło Naukowe Ars Politica UW) oraz Kasjan Kasprzak (KNP UŚ).
Profesor Szklarski postawił pytanie, czego dowiadujemy się o współczesnej demokracji patrząc na wybory w USA?
Nie możemy zakwestionować faktu, że Ameryka wyznacza kierunki nie tylko w marketingu politycznym i generalnie polityce, ale także w demokracji, przykładem czego mogą być debaty miedzy głównymi oponentami, które jeszcze 10 lat temu należały do rzadkości.
Zdaniem prof. Szklarskiego kluczowym rokiem dla demokracji amerykańskiej były wybory 2008r. które są przykładem przekroczenia barier genderowych i rasowych (nominacja kobiety: H. Clinton i czarnoskórego Amerykanina na kandydatów na prezydenta). Rok 2012 udowodnił, natomiast że kolor skóry przestał mieć znaczenie.
Przegrana Rommney’a jest również dowodem na transformacje demokracji amerykańskiej.  Mitt Romney byłby świetnym kandydatem w latach 50-tych, Ameryki bardzo tradycyjnej, w której liczyły się hasła wolności, otwartości i sukcesu wyrażanego pieniędzmi. Obecnie profil wyborcy  się zmienił, coraz więcej mamy wyborców, którzy reprezentują, mniejszości (Afroamerykanie, Latynosi itp.), a stary elektorat się kurczy.
Według prof. Szklarskiego prawdziwą rewolucję mogą przynieść wybory 2016r., zaczyna się szukanie idealnego kandydata, który wpasowałby się w profil coraz większej siły wyborczej jaką stanowią mniejszość. W wyborach z 2012r. 71% Afroamerykanów oddało swój głos na demokratów oraz 75% kobiet.
Ciekawa jest również przyszłość partii republikańskiej i w związku z tym nasuwające się pytanie, czy rozpadnie się ona na dwie partie? Ruch herbaciany, wydawałoby się, że mógłby być takim klinem wbitym w republikanów, ale ostatecznie ich siła, mimo początkowych sukcesów związanych z zaistnieniem w 2010r. w Kongresie, sukcesywnie spada. Ich kandydat w wyborach prezydenckich Ron Paul zdobył zaledwie 1% poparcia.
Interesującą kwestią tych wyborów prezydenckich, które odbija się na kształcie demokracji,  jest sprawa finansowania kampanii wyborczej. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego, limity wydawanych pieniędzy na kampanie wyborczą potraktowano jako ograniczenie wolności, stąd w tej kampanii mieliśmy do czynienia z tzw. superpackami, które zasilały konta tzw. softmoney- pieniędzy przeznaczonych na rzecz kandydata, które mogą być wydawane nawet bez porozumienia z nim. Natomiast tzw. hardmoney-  pieniądze, które kandydat bezpośrednio wydaje na kampanię,  obwarowane są nadal limitami prawnymi. Przy czym 90% środków z tzw. softmoney szło na kampanie negatywną. Kampanie stają się coraz bardziej kosztowne- ostatnie wybory pochłonęły 2 mld dolarów.
Wybory w USA niosą również lekcje pragmatyzmu- ponowna wybieralność przedstawicieli Kongresu jest bardzo duża: 90% w Izbie Reprezentantów i 85% w Senacie. Tym samym zmienia się profil Kongresmena. To już nie jest ideologiczny kandydat ale pragmatyk, który zainteresowany jest najbardziej swoim okręgiem wyborczym a nie ideologią partyjną.
Ponadto warto zwrócić uwagę na fakt, iż wybory amerykańskie to wybory nie pomiędzy programami kandydatów ale osobowościami i cechami charakteru. Często wyśmiewany jest ten aspekt w Europie, gdyż jesteśmy przywiązani do przerzucania się programami wyborczymi (chociaż tez nie zawsze), ale dla amerykańskiego w wyborcy istotny jest fakt, kim jest ten człowiek, który będzie głosował w najważniejszych dla niego kwestiach. W ten sposób amerykański wyborca jest przekonany, że  jest w stanie przewidzieć zachowanie polityka.
            Konferencję zamknął panel dra Rafała Matyi (Wyższa Szkoła im. ks. J. Tischnera) zatytułowany: „Jak media zmieniają polska politykę?”. W panelu wzięli udział: Wojciech Fabiszewski (KNP Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego), Adam Szaga (Koło Naukowe Notabene UW), Bartosz Tesławski (Koło Młodych Dyplomatów UW) oraz Łukasz Jędrzejewski (Koło Naukowe Politologów UMCS).
Ekspert zaznaczył, że pytanie,  jak media zmieniają politykę, często jest redukowane do wpływu mediów na wyniki wyborów, a nie politykę sensu stricte, dlatego też w tej dyskusji chciałby uniknąć podobnego spłaszczenia tematu.
Z drugiej strony, odpowiedź na pytanie o wpływ mediów,  jest skorelowane, z tym, kto ma jak silne przekonania wyjściowe. Zwolennicy PiS-u przyznają, że media mainstreamowe poparły PO i dlatego Platforma ma takie dobre wyniki, zwolennicy PO, SLD uznają, że wręcz przeciwnie a nawet jeśli pojawiła się pewna  stronniczość, to media nie działały tu jako zależne itp.
Zdaniem dra Matyi, interesujące jest jeszcze pytanie, czy media budują nowe pojecie „stosowności”. Jakie zachowania na styku mediów i polityki uważa się za stosowne? W latach 90-tych byłoby nie do pomyślenia, gdyby  przekazy dnia były ustalane przez posłów. Dzisiaj jest to zupełnie naturalne zjawisko na linii media-polityka.
Ponadto padło wiele istotnych pytań o  podporządkowywanie się władz partii efektom wizerunkowym oraz działalności „spin doktorów”. W jaki sposób poradzić sobie z opisem tendencyjności mediów, unikając politycznej poprawności- a i samych politycznych poprawności jest wiele (pisania tego co mój wydawca chce usłyszeć) oraz z poczuciem beznadziejności, że wszystko jest ustawione, media są zależne itp.
Czy internet będzie w sposób istotny wpływał na treści przekazywane, zważywszy na fakt, iż nie da się go tak mocno kontrolować jak media drukowane, telewizję. W 1992r. poza dwoma gazetami nikt się nie powoływał na listę Macierewicza, a 10 lat później kiedy pojawiła się lista Wildsteina, „internet stanął w jej obronie”– w ten sposób pojawił sie naturalny nurt ciekawości w internecie.  Jednocześnie nawet jeśli dzisiaj internet postrzegany jest jako zielona wyspa wolności słowa, to czy w przyszłości nie zajmie miejsca prascy drukowanej oraz telewizji i radia wraz ze wszystkimi obciążeniami i słabościami, które dzisiaj przypisujemy mediom tradycyjnym: zależności?
Podjęto również wątek infotainmentu-  trywialności przekazywanych treści politycznych w mediach. Nie zabrakło również odniesień do tabloidyzacji mediów w Polsce.
Dr Matyja próbował odnieść dyskusję do narzędzi badawczych, które analizują wpływ mediów na polityków, aczkolwiek przyznał, że w Polsce prowadzi się niewiele badań na ten temat. Ponadto zwrócił uwagę na fakt, że „nawet jeśli uznamy, że media są stronnicze nie oznacza to jeszcze, że mają wpływ na odbiorców”-
            Te dwa dni konferencyjne obfitowały w wiele interesujących dyskusji, przysłużyły się wymianie poglądów, dostarczyły ciekawych punktów widzenia.  Ponadto przedstawiciele kół mieli okazję wymienić się swoimi doświadczeniami z działalności kół, ze współpracy z innymi kołami, władzami uniwersytetu itp.
Dziękujemy wszystkim uczestnikom konferencji za przybycie, a także za ich niezwykle aktywny udział. Inauguracyjna Konferencja Kół Naukowych z  całej Polski, z pewnością nie będzie ostatnią. Zatem do zobaczenia wkrótce!

ANNA KOKOLUS
Nowa Politologia
Źródło:
http://www.nowapolitologia.pl/wydarzenia/ze-swiata-politologii/relacja-z-ogolnopolskiej-konferencji-kol-naukowych-nowej-politologiiszczyrk-2012

środa, 18 kwietnia 2012


W ten czwartek na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM odbędzie się Ogólnopolska Studenckiej Konferencja Naukowej "Bezpieczeństwo międzynarodowe w XXI wieku", która jest kontynuacją rozpoczętego przez Koło Naukowe Stosunków Międzynarodowych w zeszłym roku cyklu konferencji na temat bezpieczeństwa. Oficjalne rozpoczęcie odbędzie się o godz. 9:45 w sali 43 - chętnych bardzo serdecznie zapraszamy!

A teraz krótkie przypomnienie, jak wyglądała ostatnia konferencja zorganizowana przez KNSM.

Była to już VI edycja Ogólnopolskiej Studenckiej Konferencji Naukowej Współczesne spory i konflikty międzynarodowe, organizowana przez Koło Naukowe Stosunków Międzynarodowych działające przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, odbyła się w dniach 16-17.04.2012 r. w murach Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

Ta dwudniowa konferencja zgromadziła w Poznaniu studentów z całej Polski – z Rzeszowa, Lublina czy też z Warszawy! Do udziału, także w charakterze słuchacza, zachęcała różnorodność tematów i przyjazna atmosfera. Tematyka dotyczyła m.in. problemów państwowości czy prawnych aspektów konfliktów. Na tej podstawie utworzone zostały panele, podczas których młodzi ludzi prezentowali swoje referaty. Każda część była zakończona serią pytań skierowanych do prelegentów, co pozwoliło na zgłębienie poszczególnych kwestii.

Pierwszy dzień skupiał się na aspektach państwowości, problemów terytorialnych, pojawiła się również kwestia bliskowschodnia. W sobotę tematem przewodnim była Azja, zaprezentowano też referaty dotyczące konfliktów na obszarze postradzieckim. Szczególnie interesujący wydał się panel Konflikty morskie w Azji, podczas którego wystąpiło dwóch magistrów – Rafał Wiśniewski oraz Bartłomiej Zgliński. Wykazali się niezwykłą znajomością tematu, jak również bardzo przystępny sposób podzielili się swoją wiedzą.

Pierwszy dzień jednak nie skończył się wraz z ostatnim referatem. Wieczorem uczestnicy konferencji spotkali się w Academic Pub, w którym Koło Naukowe Stosunków Międzynarodowych, w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego, zorganizowało pokaz filmu Joint Security Area z 2000 roku. Ta południowokoreańska produkcja, której reżyserem był Park Chan-wook, była nie tylko początkiem dyskusji, ale i świetną okazją do zintegrowania się i lepszego poznania pozostałych.

W sobotę wyczuwalne było już, że konferencja zmierza ku końcowi – choć większość uczestników poznało się zaledwie dzień wcześniej, to wspólnie spędzony wieczór i atmosfera sprawiły, że chętnie zapraszano się na wydarzenia organizowane na pozostałych uczelniach. Słychać też było zapowiedzi rychłego powrotu na Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM i niechętnie wyjeżdżali z Poznania.

Ciekawym aspektem konferencji był konkurs przeprowadzony przez jednego z jej patronów – Nową Politologię. Wystarczyło odpowiedzieć na serię pytań związanych z tematyką konferencji. Nie były one trudne dla osób nią zainteresowanych, choć dla laika niektóre mogły być nieco problematyczne. Listę nagrodzonych znaleźć można na blogu ustosunkowani.blogspot.com i portalu portalu nowapolitologia.pl

Koło Naukowe Stosunków Międzynarodowych ma nadzieję, że kolejne edycje konferencji Współczesne spory i konflikty międzynarodowe będą równie udane, co tegoroczna, a nawet jeszcze lepsze. Tymczasem zapraszamy na kolejną konferencję - Bezpieczeństwo międzynarodowe na początku XXI wieku- wyzwania, zagrożenia i odpowiedzi – która odbędzie się już 19-20 kwietnia, również na WNPiD UAM.

Magda Lis (SM; II rok)

środa, 11 kwietnia 2012

Gdzie patrzy rosyjski orzeł?

Wystarczy rzut okiem na mapę obszaru śródziemnomorskiego z perspektywy Rosji, aby przekonać się, jak bardzo kurczy się strefa wpływów Moskwy w tym rejonie. Upadek Muammara Kaddafiego spowodował, być może chwilowe, wyrugowanie wpływów rosyjskich w tym kraju. Przed rokiem 2011 stopniowo się umacniały, nawet pomimo prób ekspansji takich państw jak Francja czy Włochy. Obalenie dyktatora spowodowało, iż marzenia Kremla o silniejszej obecności rosyjskiej floty na Morzu Śródziemnym w postaci bazy na libijskim wybrzeżu trzeba odstawić do lamusa.

Wydarzenia te spowodowały, że dla rosyjskich strategów większego znaczenia niż wcześniej
nabrała Syria z którą dobre relacje podtrzymywane przez dostawy broni od czasów ZSRR pretendują do miana strategicznego partnera Rosji na Morzu Śródziemnym. Wyrazem mocarstwowych ambicji Kremla ma być rozbudowa sieci baz rosyjskiej floty wojennej. Szczególne nadzieje wiąże się z modernizacją bazy w syryjskim Tartus, gdzie od 1971 roku zawijają okręty radzieckiej, a obecnie rosyjskiej marynarki.

Jednym z powodów umacniania się pozycji Rosji w oczach reżimu syryjskiego są złe relacje Damaszku z Zachodem. Składa się na to wiele czynników, które w oczach kremla nie mają aż takiego znaczenia jak dla polityków Unijnych. Począwszy od łamania praw człowieka poprzez bardzo złe relacje z Izraelem, a kończąc na mocarstwowych aspiracjach Syrii z bronią masowego rażenia włącznie, Baszirowi Al-Assadowi nie jest po drodze z demokracjami w stylu zachodnim, które dodatkowo umieszczają Syrię w tzw. „Osi zła”.

Dziś wokół miasta Hims trwają zacięte walki pomiędzy siłami opozycji skupionymi w Wolnej Armii Syrii a siłami wiernymi al-Assadowi. Pomimo tysięcy ofiar, dane ONZ mówią o ponad 7500 zabitych, Moskwa okazuje niewzruszone poparcie dla władz w Damaszku, czego wyrazem jest blokowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ rezolucji potępiającej krwawe działania wojsk syryjskich i wzywającej prezydenta Syrii do ustąpienia ze stanowiska.

Rosja nie ograniczyła się tylko do działań na forum międzynarodowym. Na początku lutego do wspomnianego już portu w Tartus zawinęła duma Wojenno-Morskoj Fłoty – lotniskowiec Admirał Kuzniecow wraz z towarzyszącymi okrętami. Demonstracja siły wraz z dostawami broni dla Damaszku oraz rozwojem współpracy gospodarczej pomiędzy tymi dwoma państwami ma być czytelnym sygnałem dla państw zachodnich, iż Syria nie stanie się drugą Libią.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż Rosja, inaczej niż w sytuacji z Libią, będzie trzymała rękę na pulsie. Wydaje się, że w oczach rosyjskich decydentów Syria ma stać się przyczółkiem w odbudowie mocnej i trwałej obecności Rosji, zarówno w basenie Morza Śródziemnego, jak i na samym Bliskim Wschodzie. Ewentualna demokratyzacja życia publicznego w Syrii może pociągnąć za sobą upadek prorosyjskich władz w Damaszku, a na to nie pozwalają. aspiracje Dwugłowego Orła.



Filip Król
Stosunki międzynarodowe

http://www.psz.pl/index.php?option=content&task=view&id=38784
http://libia.pl/cms/index.php?option=com_content&task=view&id=43&Itemid=26
http://nationalsecuritypolicy.blogspot.com/2010/11/new-russian-navy-bases-threat-or.html
http://en.rian.ru/russia/20100802/160041427.html

niedziela, 8 kwietnia 2012

Wyniki konkursu przeprowadzonego przez portal Nowa Politologia

W dniach 16-17 marca 2012 r, podczas konferencji: Współczesne spory i konflikty międzynarodowe odbywającej się pod patronatem Nowej Politologii i Stosunków Międzynarodowych, a zorganizowanej przez Koło Stosunków Międzynarodowych UAM w Poznaniu, portal Nowa Politologia zorganizował konkurs tematyczny. Jego zwycięzcami są: Bartosz Wojnarowski, Paweł Luzak, Tomasz Walerowicz. Nagrodą przyznaną każdemu z laureatów jest książka Karawana kryzysu- za kulisami przemysłu pomocy humanitarnejautorstwa Lindy Polman.


Natomiast relacja z konferencji już wkrótce.

Magda Lis
SM, II rok

sobota, 7 kwietnia 2012

Pomoc dla Afryki? Ale gdzie?


News ( Habari za
leo )

Wiodący kanał
podaje rano:
“Malaria atakuje
Europę”

poszło
niewidzialną drogą
dotarło wszędzie
nawet do lokalnej
kablówki

wstrzymano oddech…
nabrano tchu…

ruszyły komisje
narady parady blokady
budżety gadżety
dotacje fundacje
parlamenty izby
senaty
rządy samorządy
protesty testy
sesje procesje
marsze za i
przeciw
prośby i groźby
wzniosłe hasła:
naukowcy wszystkich krajów…
pierwsze sukcesy
kandydat do Nobla…

Wiodący kanał
podaje wieczorem:
“Przepraszamy za
pomyłkę
malaria atakuje
oczywiście Afrykę”

Wszystko ucichło
zapadła noc
długa spokojna
po ciężkim dniu
czerwiec 2007

Wiersz napisany
przez Panią Barbarę Szaniecką, która razem z mężem przebywa na misji w
Tanzanii.





Akcji mających na celu pomoc Afryce jest wiele, wystarczy się rozejrzeć, nawet niekoniecznie dobrze, bo ich hasła rzucają się od razu w oczy. Wszystko jest jak najbardziej godne poparcia, ale czy na pewno w takiej formie jak dotychczas? W Afrykę wpompowano miliardy dolarów, do różnych akcji przyłączają się celebryci, organizowane są koncerty charytatywne typu Live Aid, a okazuje się, że na niewiele się to zdaje – spektakularnych efektów, których nie może się doczekać Zachód brak. W czym więc problem?

„Słyszymy o milionach dolarów, które rzeką płyną rokrocznie do samej Tanzanii ale prawda jest taka, że nigdy nie docierają do naprawdę biednych ludzi. Rządy w krajach afrykańskich są niewyobrażalnie skorumpowane, dotyczy to urzędów na każdym szczeblu. W związku z tym wyrastają pałace urzędników, a prosty człowiek żyje w błogiej nieświadomości, bo nikogo z biedoty nie stać na kupno gazety, a elektryczność ma ok. 10% mieszkańców.” Przykładowo: w Kenii, prezydent i jego urzędnicy należą do grona najlepiej opłacanej administracji państwowej na świecie. Sam prezydent Kilaki zarabia więcej niż prezydent USA czy premier Wielkiej Brytanii. Co więcej, jak wskazuje brytyjski ekonomista Paul Collie 40% budżetów militarnych najbiedniejszych państw finansowana jest właśnie z pieniędzy otrzymywanych w ramach pomocy humanitarnej.
Z drugiej strony, same akcje wydają się być nie do końca dobrze przemyślane, jak np. akcja rozdawania kondomów, która kosztowała 60 mln dolarów. A problem AIDS nadal ogromny. Bo tu nie chodzi o to, żeby dać przysłowiową rybę, tylko wędkę. Nam się wydaje, że jak wyślemy pieniądze, to wszyscy są szczęśliwi, obowiązek spełniony. Ale czy zastanawiamy się gdzie
te środki tak naprawdę docierają, co one w rzeczywistości zmieniły?
„Uświadamiamy sobie, że praca misyjna ciągle jest pracą nad indywidualnym człowiekiem, tylko
i wyłącznie. Praca długoterminowa, w dodatku z niewiadomym efektem.” Praca nad Afryką wygląda dokładnie tak samo – cierpliwie i systematycznie. Najtrudniejszym zadaniem jest zmiana mentalności mieszkańców Czarnego Lądu, a to właśnie od nich tak naprawdę zależy przyszłość tego kontynentu. Afrykańczyk nie inwestuje i nie oszczędza, zresztą skoro i tak biali dają, to po co? Taka postawa tym bardziej wymaga od państw wysyłających pieniądze zastanowienia się jaka pomoc ma rację bytu. Sensowniejsze z pewnością są prace na miejscu, z konkretnym człowiekiem, nad konkretnym problemem, pokazywanie możliwości. A tymczasem: „Tanzańczyk wie wszystko lepiej. Efekt to koszmarna bieda i brak perspektywy na lepsze, kolejne pokolenia nie idą naprzód w sferze społecznej, ekonomicznej i kulturowej.”


Warto też zauważyć, że z samej Afryki docierają głosy, które kwestionują sens dotychczasowej formy kierowanej pomocy. Przykładem może być książka Dambisy Moyo „Dead Aid”, której autorka - ekonomistka z Zambii wskazuje, że tak naprawdę miliardy dolarów przekazywane przez Zachód tylko ugruntowują korupcję i biedę, przyczyniają się do pogłębiania nędzy. Poza tym swoją obecność w Afryce coraz bardziej umacniają Chińczycy inwestując w infrastrukturę i przemysł wydobywczy. Rośnie wymiana handlowa. To wszystko wpływa na zmniejszenie wpływów w tym regionie Stanów Zjednoczonych i europejskich państw postkolonialnych, co z kolei może okazać się pozytywnym wstrząsem dla Zachodu, który w oczach Afrykańczyków traci coraz więcej.

Klaudia Gostyńska
Stosunki Międzynarodowe
I rok



(Cytaty pochodzą z artykułów Państwa Barbary
i Aleksandra Szanieckich publikowanych ich stronie internetowej)
http://www.basiaalexmission.pq.pl/
http://www.portalwww.eu/pl/artykuly/2011/4/22/dlaczego-swiat-nie-umie-uratowac-afryki/
http://www.hotmoney.pl/artykul/czy-pomoc-afryce-ma-sens-7978